|
Wpisany przez Miedziak
|
|
sobota, 03 kwietnia 2010 23:47 |
|
Wszystko co dobre kiedyś musi się skończyć. Nie inaczej jest w przypadku jednego z najlepszych polskich żużlowców ostatnich dwóch dekad, wielokrotnego mistrz Polski i dwukrotnego drużynowego wicemistrza świata Jacka Krzyżaniaka. Wychowanek toruńskiego Apatora zadebiutował w sezonie 1988, notabene w meczu z Kolejarzem Opole, wygranym przez torunian w stosunku 68-22, zdobywając w meczu tym swój pierwszy punkt ligowy. Przez dwadzieścia następnych sezonów przysporzył swoją jazdą wiele emocji kibicom czarnego sportu w kraju i za granicą , a punkty zdobywał dla drużyn z Torunia, Wrocławia, Bydgoszczy i Grudziądza, zawsze chętnie jeżdżąc w Opolu na torze, który przez lata należał do jego ulubionych. Oprócz tego iż był znakomitym i ogromnie doświadczonym zawodnikiem, Jacek Krzyżaniak jest dla piszącego te słowa również fantastycznym człowiekiem, do grona przyjaciół którego przez wiele lat mam nadzieję się zaliczać. Zawodnik którego jazda zawsze charakteryzowała się pokaźną zdobyczą punktową , profesjonalista w pełnym tego słowa znaczeniu w sobotę 27 marca 2010 roku na Motoarenie w Toruniu miał oficjalnie zakończyć karierę. Piszę miał, gdyż zawody po raz kolejny z uwagi na kaprysy pogody nie doszły do skutku i ostatecznie rozegrane mają zostać na najnowocześniejszym stadionie świata 25 kwietnia bieżącego roku , dzień po inauguracji zmagań gwiazd Grand Prix w Lesznie. Kapryśna aura nie przeszkodziła jednak przyjaciołom bohatera tegoż felietonu spotkać się na części pozasportowej krzyżaniakowego święta w murach tegoż nowego stadionu w Toruniu. Wśród znakomitych gości zauważyłem trenera Mariana Spychałę, który w kadrze narodowej przez wiele lat stawiał właśnie na Jacka, świetnego sędziego żużlowych zawodów Macieja Spychałę, prezesa DGG Jerzego Polaszka długoletniego sponsora Jacka Krzyżaniaka, zawodników z którymi jubilat toczył widowiskowe pojedynki na przestrzeni lat Rafała Dobruckiego ,Sebastiana Ułamka i Tomasza Bajerskiego oraz wielu działaczy klubów w których startował przez lata swojej kariery. Popijając soczki owocowe i racząc się gorącymi posiłkami z mechanikami Jacka ,Pawłem „Pawisiem” Runowskim w chwili obecnej mechanikiem Ryana Sullivana i Tomkiem „ Flachą” Drapiewskim wspominaliśmy najbardziej emocjonujące chwile z udziałem Jacka, że wspomnę tu jego największy sukces odniesiony w 1997 roku na torze w Częstochowie, gdzie po kapitalnym biegu barażowym z idolem częstochowskiej publiczności Sławomirem Drabikiem został najlepszym żużlowcem kraju, czy też szereg występów w reprezentacji kraju, takich jak drużynowy puchar świata we Wrocławiu czy Grand Prix Niemiec w Pocking w 1998 roku. Bohater tegoż felietonu charakteryzował się świetnymi wyjściami spod taśmy startowej, a dysponując najczęściej znakomicie przygotowanymi silnikami przez głównie Otto Weissa, również na dystansie biegu potrafił znakomicie nękać rywali , niejednokrotnie odbierając im zwycięstwa tuż przed samą metą biegów w których startował. W chwili obecnej Jacek Krzyżaniak ukończył bydgoski wydział wychowania fizycznego, uzyskując tytuł trenera sportu żużlowego , co w przyszłości zapewne spowoduje kontynuację drogi żużlowej na stanowisku trenera. Biorąc pod uwagę doświadczenie Jacka ,jego klasę sportową , a także fakt jakim jest człowiekiem ,trudno wyobrazić sobie lepszego trenera i wychowawcę dla młodzieży rozpoczynającej przygodę ze sportem żużlowym. Jacku dziękujemy Tobie za lata wspaniałych emocji i prosimy zostań z nami i pracuj na chwałę polskiego speedwaya, a w styczniu chętnie opolska publiczność zobaczy twój kunszt jeździecki na charytatywnych galach lodowych w Opolu. Trzymaj się bo żużel Ciebie potrzebuje.
|
|
Wpisany przez Miedziak
|
|
piątek, 19 marca 2010 08:25 |
|

Szanowni fanatycy ścigania się w lewo doprawdy już niewiele dni dzieli nas od inauguracji sezonu żużlowego 2010, a co za tym idzie emocjonowania się po raz szesnasty z rzędu rywalizacją najlepszych jeźdźców naszego globu o miano mistrza świata w cyklu Grand Prix. Pierwszy z jedenastu turniejów tegorocznego cyklu zaplanowano na 24 kwietnia w Lesznie ,gdzie zazwyczaj polskim zawodnikom jeździ się wyjątkowo skutecznie. Odnoszę na razie wrażenie, iż jedynie te rozgrywki ze względu na fakt, iż na torach Grand Prix obowiązywać będą stare tłumiki, należeć będą do interesujących i przeprowadzanych zgodnie z możliwościami sportowymi zawodników nie uzależnionymi od szczęścia polegającego na dojechaniu do mety na nie defektującym motocyklu. Stawka piętnastu najlepszych zawodników świata jest w tym roku niezwykle wyrównana, a fakt wprowadzenia do cyklu młodości w osobach Chrisa Holdera i Taia Woffindena powinien znacznie ożywić widowiskowość każdych zawodów. Patrząc na możliwości poszczególnych jeźdźców cyklu, wydaje się, iż po raz kolejny rywalizacja o medale rozstrzygnie się pomiędzy długoletnimi asami żużlowych torów Jasonem Crumpem, Nicki Pedersenem, Gregiem Hancockiem i co oczywiste Tomaszem Gollobem, brak którego w gronie faworytów do tytułu mistrza świata skutkowałby z pewnością wydaleniem piszącego te słowa ze składu redakcyjnego przez nadredaktora Mariusza. Kto jeszcze szanowni czytelnicy będzie groźny dla najlepszych w nadchodzącym sezonie? Z pewnością nie możemy zapominać o najmłodszej gwieździe światowego żużla Emilu Sajfutdinovie, którego jazda już w minionym sezonie robiła ogromne wrażenie, a po uporządkowaniu często nadmiernej brawury, zawodnik ten dysponujący fantastyczną techniką jazdy i dobrymi startami również zaliczać się będzie do grona najściślejszych faworytów rozgrywek. Już dzisiaj zacieram ręce na nadchodzące pojedynki Rosjanina z Chrisem Holderem, które w przeszłości rozgrzewały obserwatorów do czerwoności a nie dotyczyły przecież rywalizacji sportowej na najwyższym szczeblu. Po dwóch sezonach nieobecności do cyklu powrócił Jarek Hampel, który na przestrzeni ostatnich lat okrzepł w rywalizacji łokieć w łokieć, a przy swoich znakomitych startach i sprzęcie wspartym kapitałem Red Bulla będzie zawodnikiem z aspiracjami do czołowej piątki w klasyfikacji generalnej. Także zawodnicy tacy jak Jonsson, Lingren, Bjerre czy Andersen w każdym turnieju gotowi są do odgrywania wiodącej roli, choć moim skromnym zdaniem jeszcze nie posiadają potencjału do zdobywania medali w Grand Prix. Mimo wszystko spoglądając na doświadczenie, determinacje oraz serce do walki wszystkich zawodników cyklu, uważam iż medale w ostatecznym rezultacie podzielą między sobą Gollob, Pedersen i Crump, oby właśnie w wymienionej kolejności, na co czekać będziemy przecież od historycznego triumfu Szczakiela w Chorzowie już 37 rok z rzędu. Jeszcze kilka dni i naprawdę się zacznie, oby na starych tłumikach…
|
|
Wpisany przez Miedziak
|
|
wtorek, 02 marca 2010 15:05 |
|

Śniegi pod spłynęły do kanałów, a nam pozostało już szanowni czytelnicy jedynie trzy tygodnie do rozpoczęcia sezonu w naszej ulubionej dyscyplinie sportu. Dzisiaj czas najwyższy zająć się prognozami dotyczącymi najlepszej i najbogatszej ligi żużlowej świata, czyli ekstraligi żużlowej w Polsce. W przekonaniu znającego temat żużlowego ścigania nadredaktora portalu, który czytacie zawsze największe szanse posiada zespół w barwach którego punkty zdobywa nasz genialny od dwóch dekad, najlepszy ścigant w historii dyscypliny Tomasz Gollob. I tym razem trudno odmówić wiedzy i racji Mariuszowi tym bardziej, że Stal Gorzów w barwach której od trzech lat ściga się „ Chudy” wzmocniła się bardzo znacząco, angażując w swoje barwy trzykrotnego mistrza świata, moim skromnym zdaniem obecnie najlepszego żużlowca świata Duńczyka Nicki Pedersena . Dodając do tegoż znakomitego duetu nazwiska Gapińskiego, bardzo solidnego Słoweńca Mateja Zagara oraz Simona Gustafssona syna legendarnego Henki, siła rażenia gorzowian wydaje się ogromna. Niemniej Stal Gorzów to nie jedyny kandydat do wiktorii sezonu 2010, gdyż finaliści z roku 2009, mianowicie Falubaz i Unibax również bardzo znacząco wzmocniły swoje szeregi, gdyż zamiana w Zielonej Górze niezwykle solidnego Walaska na gwiazdę światowego żużla w osobie Grega Hancoka podobnie jak w Toruniu Kościechy na Hansa Andersena bez wątpienia przynieść powinny wymienionym drużynom pokażniejsze zdobycze punktowe, a co za tym idzie wzmocnienie potencjału w porównaniu z poprzednim sezonem w którym drużyny te prezentowały i tak najrówniejsze zestawienia jeźdźców w całej lidze czego dowodem był ranking na koniec sezonu 2009. Myślę że również wspomnieć należy o Unii Leszno , która prezentuje skład zbliżony do zeszłorocznego choć nie jestem przekonany czy zamiana Krzysztofa Kasprzaka na Janusza Kołodzieja jest wzmocnieniem leszczyńskich byków. Mimo wszystko Kasprzak wydaje się być zawodnikiem lepszym a już na pewno dużo bardziej objeżdżonym w międzynarodowym towarzystwie o które w ekstralidze w każdym meczu nietrudno. Pozostałe drużyny z Wrocławia , Bydgoszczy , Czestochowy i beniaminek z Tarnowa które oprócz częstochowian również wzmocniły swoje szeregi powinny powalczyć o miejsca 5-6, co wcale nie oznacza , iż zwłaszcza na swoich torach nie będą odbierać punktów faworyzowanej w niniejszym materiale czwórce „wielkich”. Pierwsze odpowiedzi na temat możliwości drużyn ekstra ligowych ,podobnie jak w niższych klasach rozgrywkowych już w drugi dzień Świąt Wielkanocnych.
|
|
Wpisany przez Miedziak
|
|
sobota, 13 lutego 2010 22:08 |
|

Pomny groźnych pomrukiwań, nadredaktora Mariusza śpieszę z kolejną garstką przemyśleń na temat możliwości drużyn tym razem I ligowego frontu sezonu 2010. Jeśli rzecz jasna nie dojdzie do kolejnych kradzieży motocykli, jak miało to miejsce w Grudziądzu, ośmiozespolowa stawka jest chyba jeszcze bardziej wyrównana, niż w II lidze. Zdaniem fachowców faworytem do awansu jest drużyna rzeszowska, która wzmocniła się znacząco angielskimi internacjonałami w osobach Lee Richardsona i Chrisa Harrisa. O ile twierdzenie to poparte jest największymi możliwościami finansowymi drużyny rzeszowskiej, o tyle znając specyfikę toru w Rzeszowie oraz brak równości pozostałych członków tej ekipy, awans bezpośredni tej drużyny dla mnie wcale nie jest tak oczywisty. Pragnę zwrócić uwagę szanownych kibiców na drużynę z Grudziądza, która moim skromnym zdaniem urasta do miana czarnego konia rozgrywek na I ligowym froncie. Zakontraktowani Krzysztof Buczkowski i Tomasz Chrzanowski to zawodnicy, którzy przez ostatnie lata stanowili o wartości drużyny bydgoskiej , tak wiec w rozgrywkach niższej klasy rozgrywkowej powinni stanowić o naprawdę dużej sile rażenia grudziądzan, a jeśli dodać do tego naprawdę solidnych żużlowców w osobach Australijczyków Dave Watta i Rory Schleina oraz Brytyjczyka Edwarda Kennetta wspartych wyjątkowo solidnym juniorem Arturem Mroczką, skład Gtż bez wątpienia pretenduje do miana drużyny niezwykle groźnej nie tylko na torze w Grudziądzu. Osobiście nie podzielam stanowiska fachowców co do faworyzowanego spadkowicza z ekstraligi czyli drużyny z Gdańska. Tacy zawodnicy jak Ząbik, Hlib czy Stachyra chyba nie wykorzystali talentu jakim obdarzyła ich natura i w chwili obecnej będą najprawdopodobniej najwyżej solidnymi zawodnikami I ligowymi, choć życzyć im oczywiście wypada aby moje przewidywania były całkowicie chybione. Bardzo miłą niespodziankę przy kompletowaniu składów zrobiła węgierska drużyna z Miskolca, bo przecież nazwiska Nichollsa, braci Dryml, czy Woodwarda mogą robić wrażenie na każdym, a skład ten z pewnością pozwoli myśleć Węgrom o spokojnym utrzymaniu I ligi dla Miskolca. Pozostałe drużyny również dysponują składami , które zwłaszcza na torach gospodarzy gwarantują ciekawe widowiska ze wskazaniem na zwycięstwa gospodarzy. To wszystko rzecz jasna tylko prognozy długoletniego fanatyka ścigania się w lewo, a rzeczywistość realizować się zacznie także od 5 kwietnia 2010 roku, czyli od I kolejki rozgrywek I ligi...cdn.
Miedziak
|
|
|